PREMIUM

To będą pogromcy faworytów? Czarne konie chcą namieszać na mundialu

48 reprezentacji, 12 grup, 104 mecze - rewolucyjny mundial 2026 imponuje rozmachem. Faworyci są dobrze znani, lecz kto sprawi niespodziankę i zaskoczy gigantów? Oto czarne konie mistrzostw świata.

14.05.2026, 02:274 min czytania
Reprezentacja Ekwadoru

Reprezentacja Ekwadoru/ Foto: Polskie Radio

Omówienie

  • Rekordowy mundial - rekordowe niespodzianki?

  • Czarne konie mundialu. Na co stać Norwegię?

  • Ekwador na MŚ. Rywal z koszmaru

Największy mundial w historii

11 czerwca 2026 roku na Estadio Azteca w Meksyku rozpocznie się turniej, jakiego świat jeszcze nie widział. Do fazy pucharowej, rozpoczynającej się od 1/16 finału, awansują dwie najlepsze drużyny z każdej grupy oraz osiem najlepszych zespołów z trzecich miejsc. Nowy model to nowe możliwości - także miejsce na to, by zaskoczyć faworytów.

Tytułu bronić będą Argentyńczycy z Lionelem Messim. „Albicelestes” znajdują się oczywiście w gronie faworytów tej imprezy. Hiszpania, Francja czy Anglia oczywiście elektryzują kibiców, lecz fani na cały świecie czekają też na tego, kto okaże się pogromcą gigantów. Oto nasze typy na czarne konie turnieju:

Norwegia – gwiazdy zadebiutują na mundialu

Norwegia trzy razy grała na mistrzostwach świata, lecz nigdy nie zdołała zrobić na nich furory. Pierwszy występ od 1998 roku na tej rangi imprezie ma to zmienić. Skandynawowie przeszli jak burza przez eliminacje, nie tracąc w nich choćby punktu, a idealnym podsumowaniem był wyjazd na San Siro, gdzie rozbili Włochów 4:1.

Czy pokażą to samo na mundialu? Wydaje się, że respekt przed tą ekipą może czuć każdy. 16 goli Erlinga Haalanda w 8 spotkaniach kwalifikacyjnych mówi samo za siebie. Ale Norwegia to nie tylko napastnik Manchesteru City – to również rewelacyjny Martin Odegaard, przebojowy Antonio Nusa z RB Lipsk czy Alexander Sorloth z Atletico Madryt. 

Norwegowie na każdej pozycji mogą pochwalić się graczem z silnego europejskiego klubu i każdy w tej układance doskonale zna swoją rolę. Po fazie grupowej będzie doskonale wiadomo, na co stać ten zespół – starcia z Francją i Senegalem mogą szybko potwierdzić aspiracje.

Japonia – powiew świeżości

Japonia była pierwszą drużyną, która zapewniła sobie awans na mundial. Stało się to już w marcu 2025 roku, na trzy kolejki przed końcem azjatyckiej trzeciej rundy eliminacji. Łączny bilans w tej rundzie: sześć zwycięstw i jeden remis, 24 bramki zdobyte i zaledwie dwie stracone. Japonia wygrywała efektownie, lecz to nie kwestia wątpliwej jakości rywali. 

Azjatycki zespół pod wodzą selekcjonera Hajime Moriyasu, który pracuje od 2018 roku, to drużyna na wskroś europejska, a trzon zespołu to zawodnicy z uznanych klubów. Kapitan Wataru Endo gra w Liverpoolu. Kaoru Mitoma reprezentuje Brighton, Takefusa Kubo błyszczy w Realu Sociedad. Wymieniać można dalej, bo znajdziemy tu graczy z Bundesligi i Serie A.

W Katarze Japończycy wygrali w grupie, a walczyli wówczas z Niemcami i Hiszpanią. Odpadli dopiero w 1/8 finału po rzutach karnych z Chorwacją. Na mundialu 2026 Japonia ma przebić to osiągnięcie i może być już traktowana jako kandydat do tego, by znaleźć się w ścisłej czołówce. Drużyna spotka się w grupie F z Holandią, Szwecją i Tunezją.

Maroko – jak głośno zaryczą Lwy Atlasu?

Cztery lata temu Maroko dotarło do półfinału mistrzostw świata i był to niesamowity wynik. Walid Regragui zbudował drużynę z wyraźną tożsamością, grającą solidnie w obronie, atakującą szybkimi kontrami, konsekwentną i niewygodną. Ta filozofia gry nie zniknęła, co pokazują choćby eliminacje.

Maroko wygrało wszystkie sześć spotkań grupowych, tracąc zaledwie jedną bramkę i strzelając ich 20. Do gry wchodzi też nowe pokolenie, które coraz jaśniej błyszczy w silnych europejskich klubach i wspomagane jest przez takie gwiazdy jak Achraf Hakimi czy Brahim Diaz. 

Na turnieju Maroko znajdzie się w grupie C z Brazylią, Szkocją i Haiti. Awans wydaje się pewny, ale prawdziwe pytanie brzmi: jak daleko Lwy Atlasu pójdą potem?

Ekwador – rywal z koszmarów

Myśląc o Ekwadorze, można wspomnieć Grecję z pamiętnego Euro 2004. Byli wówczas nie tyle pomijani w kontekście walki o wyższe cele, co skazywani na pożarcie. Byli jednak w stanie zaszokować i sięgnąć po końcowy triumf. Nie grali pięknego futbolu, lecz pokazali konsekwencję, świetną defensywę i ogromne serce.

Stara piłkarska prawda brzmi, że drużyny buduje się od tyłu – Ekwador to potwierdza. To rywal, który śni się po nocach ofensywnie grającym drużynom. 

Zespół Sebastiana Beccacece w eliminacjach do mundialu zajął drugie miejsce i pewnie awansował. Najciekawsze jest jednak to, że w 18 spotkaniach stracił… 5 bramek, zachowując aż 13 czystych kont.

To osiągnięcie nie wzięło się znikąd. Ekwadorczycy w obronie i pomocy mają wybornych piłkarzy, takich jak Piero Hincapie z Arsenalu czy Willian Pacho z PSG, a w środku pola porządek robi as Chelsea Moises Caicedo. Doskonale poukładany zespół po raz ostatni przegrał we wrześniu 2014 roku i ma ochotę na to, by zatrzymać faworytów. W fazie grupowej na Ekwador czekają Niemcy, Curacao oraz Wybrzeże Kości Słoniowej.

Każda z opisanych wyżej drużyn ma coś, czym może zaskoczyć gigantów na mistrzostwach świata. Eliminacyjna forma, jakość kluczowych zawodników i styl gry sprawiają, że na pewno możemy liczyć na niespodzianki. Jak duże? Przekonamy się już niebawem.

Źródło: PolskieRadio24.pl

Paweł Słójkowski jest redaktorem działu sportowego PolskieRadio24.pl. Specjalizuje się przede wszystkim w piłce nożnej oraz sportach walki. Publikuje artykuły na portalu, a także posty w mediach społecznościowych – na Facebooku i platformie X. W redakcji odpowiada głównie za przygotowywanie materiałów informacyjnych dotyczących bieżących wydarzeń, a także analiz. Zajmuje się również opracowywaniem depesz agencyjnych. W mediach pracuje od ponad dekady, zaczynał od tematów krajowych i zagranicznych, by z czasem skupić się na sporcie.