Twój pradziadek mógł mieć lepsze banany, niż ty. Dziś prawie nie da się ich kupić

Banany Gros Michel zawojowały rynki na całym globie. Zdaniem wielu były smaczniejsze od tych, które znamy dziś, a także bardziej... bananowe. Ale pewna choroba zniszczyła prawie całą światową uprawę.

Jan Kowalski
15.05.2026, 14:544 min czytania
XIII Międzynarodowe Targi Poznańskie w 1934 roku. Goście stoiska hiszpańskiego jedzą banany

XIII Międzynarodowe Targi Poznańskie w 1934 roku. Goście stoiska hiszpańskiego jedzą banany/ Foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Omówienie

  • Banan Gros Michel od XIX wieku do połowy XX wieku był główną odmianą tego owocu eksportowaną do Europy i Ameryki Północnej z plantacji m.in. w Ameryce Środkowej i Afryce. Według relacji miał on być smaczniejszy od odmiany Cavendish, którą znamy dzisiaj.

  • Od początku XX wieku plantacje bananów atakowane były przez tzw. chorobę panamską wywoływaną przez grzyba Fusarium oxysporum f.sp. cubense. Epidemia doprowadziła do niemal zupełnego zniszczenia odmiany Gros Michel i wycofania jej ze sprzedaży na całym świecie.

  • W sklepach pojawiły się wówczas banany Cavendish, które początkowo wydawały się odporne na chorobę panamską. Dziś wiadomo, że jeden ze szczepów grzyba atakuje także i tę odmianę, co ponownie zagraża światowemu rynkowi bananów.

A czwarty wagon pełen bananów

fragment "Lokomotywy" Juliana Tuwima z 1936 roku

Wielki Michał podbija świat

Na świecie istnieją setki odmian bananów, ale zarówno w polskich, jak i zagranicznych sklepach dominuje dziś Cavendish. To właśnie jego smak kojarzymy z tym owocem, ale w dwudziestoleciu międzywojennym w Europie i Ameryce Północnej nikt o nim nie słyszał. Wówczas królował Gros Michel (po francusku znaczy to "Wielki Michał").

Przez około sto lat był on praktycznie jedyną odmianą banana eksportowaną do krajów Europy i Ameryki Północnej. Międzynarodową karierę tego owocu zapoczątkowali Francuzi, którzy w pierwszej połowie XIX wieku przenieśli bulwy bananowców z południowo-wschodniej Azji na Martynikę i Jamajkę.

Wkrótce z plantacji w Hondurasie, Kostaryce i innych krajach Ameryki Środkowej - a później z Afryki - wyruszyły pierwsze transporty. Gros Michel świetnie znosił trudy zamorskich podróży w drewnianych skrzyniach - dzięki grubej skórze trudno było go obić, a gęste kiście pozwalały na przewóz dużej liczby owoców naraz.

Konsumenci byli zachwyceni egzotycznym smakiem banana. Był słodki, kremowy i pełen octanu izoamylu, naturalnie występującej substancji, która jest podstawowym aromatem tego owocu (a sztucznie produkowana jest dziś wykorzystywana w przemyśle spożywczym jako środek nadający żywności bananowy posmak).

Sprzedaż bananów z wózka w stanie Nowy Jork. Fotografia z ok. 1902 roku

Sprzedaż bananów z wózka w stanie Nowy Jork. Fotografia z ok. 1902 roku/ Foto: Library of Congress/domena publiczna

Grzyb pożera bananowce

Zdaniem osób, które miały okazję spróbować odmiany Gros Michel, jest on smaczniejszy od Cavendisha. Ten drugi zawiera też mniej octanu izoamylu, w związku z tym wykazuje niższy poziom "bananowości".

Dlaczego więc Wielki Michał musiał ustąpić miejsca mniej ponętnemu kuzynowi? Wszystkiemu winien grzyb z gatunku Fusarium oxysporum f.sp. cubense, który wywołał u bananowców tzw. chorobę panamską. Atakując rośliny, powodował ich więdnięcie i powolną śmierć. Nie było żadnego środka, który mógł go zwalczyć.

Patogen ten do dziś spędza sen z powiek plantatorom. Nazywany jest wręcz "bananowym HIV-em". Wprawdzie przez kilkadziesiąt lat wydawało się, że Cavendish jest na niego odporny, ale pewien szczep grzyba zaczął atakować również tę odmianę. Przemysł bananowy obawia się, że Cavendish podzielić los Gros Michela, którego właśnie z powodu choroby panamskiej wycofano  ze sklepów w Europie i Ameryce Północnej.

Fusarium oxysporum zaczął atakować bananowce już na początku XX wieku. Hodowcy próbowali utrzymać produkcję przez następne pół wieku, ale w obliczu światowej epidemii okazało się to w końcu nieopłacalne. To wtedy Gros Michel został wyparty przez Cavendisha, którego w tamtym czasie grzyb się nie imał.

Do USA banany trafiły po wojnie secesyjnej. Były towarem luksusowym sprzedawanym w dość osobliwej formie: obrane, pokrojone w osobno zafoliowane plasterki i zafoliowane.

Ludzkość zakochana w bananach

Obecne zagrożenie kolejnym wyniszczeniem plantacji bananowych skłoniło wiele krajów do finansowania badań naukowych, których celem ma być stworzenie sztucznej odmiany genetycznie odpornej na chorobę panamską.

Gorączkowe poszukiwanie wyjścia z sytuacji udowadniają, że globalna społeczność konsumentów nie wyobraża sobie życia bez żółtego zakrzywionego owocu. A przecież do połowy XIX wieku banany znane były tylko mieszkańcom tropików. Dopiero potem zdobyły serca i żołądki ludzi z północnej półkuli.

Do USA banany trafiły po wojnie secesyjnej. Były towarem luksusowym sprzedawanym w dość osobliwej formie: obrane, pokrojone w osobno zafoliowane plasterki i zafoliowane. Musiało to negatywnie wpływać na ich smak, ale dla wiktoriańskiej wrażliwości "sugestywny" kształt banana był nie do przyjęcia.

Banan po polsku, czyli między gruszką a ogórkiem

Do Polski przypływały głównie banany z Afryki (m.in. z włoskiej Somalii). Prasa śledziła sytuację na rynku i chętnie donosiła o nowych umowach międzynarodowych dotyczących importu bananów czy o losach plantacji (np. o pladze szarańczy w 1931 roku). W Gdyni głośno było o bokserze Chomie, który, gdy tylko do portu przybijał okręt z bananami, zbierał najbardziej poobijane sztuki i oferował je napotkanym osobom.

Oczywiście o istnieniu bananów wiedziano na długo przed tym, nim stały się one powszechnie dostępne. Jeden z pierwszych polskich opisów tego owocu sporządził pod koniec XVI wieku Mikołaj Krzysztof Radziwiłł "Sierotka" w swoich "Pamiętnikach z pielgrzymki do Ziemi Św.".

Radziwiłł nie tylko widział ów "frukt", który "zda się jakoś naszym ogórkom podobny, tylko że dłuższy, grubszy, roście krzywo", lecz także go próbował i ocenił, że banan ma "smak własny urjantówek gruszek naszych". Przy okazji zauważył zaś, że syryjscy chrześcijanie wierzą, że zakazanym owocem zjedzonym przez Adama i Ewę był właśnie banan, a nie, jak się utarło w Europie, jabłko.

Witryna sklepu z owocami w Poznaniu w 1934 roku. Widoczne banany Gros Michel

Witryna sklepu z owocami w Poznaniu w 1934 roku. Widoczne banany Gros Michel/ Foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Źródło: Polskie Radio; Dan Koeppel, "Banana. The fate of the fruit that changed the world", Nowy Jork, 2008; Aniela Kowalska, "Z badań nad peregrynacją Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła", w: "Prace polonistyczne. Seria III", Łódź 1939; Ryszard Ciemiński, "Miasto z morza", Gdańsk 2000

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Cras elit magna, hendrerit quis viverra non, pharetra egestas sapien. Sed posuere, ex vel luctus posuere, turpis orci venenatis tellus, nec ultrices dui mi elementum lorem. Ut dignissim turpis lorem, et ornare lacus commodo vitae. Vivamus posuere tincidunt ipsum. Phasellus vitae velit mauris. Curabitur scelerisque elit sed dolor suscipit, ut sagittis ligula efficitur. Nunc sagittis velit vel risus ullamcorper, in pellentesque enim eleifend.